Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

czwartek, 21 kwietnia 2011

OLYMPUS CAMEDIA C-2100 Ultra Zoom

czyli cyfra z długą lufą



Było to moje wejście w świat fotografii cyfrowej. Dlaczego wybrałem właśnie ten model? No cóż... Po pierwsze wiedziałem, czego chciałem. Chciałem mieć aparat możliwie uniwersalny. Taki, który mógłbym zabrać w teren i w czasie marszu czy jazdy utrwalić to, co mi się spodoba, co mnie zaciekawi; jakiś widoczek nieba, ptaszka czy muchy, portrecik czy zamczysko stare. Potrzebny był mi więc największy możliwy zoom. Na perfekcyjnej jakości zdjęć niespecjalnie mi zależało, gdyż nie zamierzałem robić odbitek czy wydruków, a publikować miałem głównie w internecie. W tamtych czasach w kategorii kompaktów z zoomem 10x nie było tak wielkiego wyboru jak dzisiaj, więc po gruntownym porównaniu wszelkich możliwości wybór padł na aparat znany wśród miłośników jako Oli 2100 Uzi. Używałem go niesamowicie intensywnie przez dobrych kilka lat. Przeżył wszelkie możliwe sytuacje od zimowych mrozów, przez jesienne pluchy, aż po letni żar na plaży. Nigdy mnie nie zawiódł i wspominam go z niesamowitą przyjemnością. Gdyby dziś pojawiło się na rynku coś podobnego, zrujnowałbym się na to z przyjemnością.

OLYMPUS CAMEDIA C-2100 Ultra Zoom wszedł na rynek we wrześniu 2000 roku. Miał rasowy kształt profesjonalnej maszyny i prezentował się rewelacyjnie. Nawet dzisiaj u nieobeznanych z tematem jego widok budzi zazdrość; pewnie biorą go za drogą lustrzankę albo co najmniej ekstrawagancką hybrydę. Aparat był sporych rozmiarów (113 mm x 78 mm x 141 mm) podobnie jak wielu jego rówieśników i miał odpowiednią do tego wagę (635 g bez baterii), ale oferował, jak na tamte czasy, bardzo wiele. Jak udana była ta konstrukcja może świadczyć choćby to, iż nie tak dawno spotkałem zawodowego reportera, który na potrzeby reportaży internetowych zabierał ze sobą właśnie srebrnego Uziego. Nie tylko bowiem wygląd był zaletą tego modelu.


Olympus 2100 UZ został wyposażony w świetny obiektyw Olympusa Lens AF Zoom (Glass Aspherical) o ogniskowej 7-70 mm 2.8-3.5 (ekwiwalent 38-380mm dla aparatu na film 35mm) z mechaniczną stabilizacją obrazu. Był też zoom cyfrowy, ale nie widzę przydatności takiej funkcji w żadnym aparacie. Do obiektywu można było stosować filtry o średnicy gwintu 49mm (do grubych szkieł trzeba było użyć przejściówki 49>55mm). Zoom był napędzany elektrycznie i sterowany dźwignią umieszczoną przy spuście migawki. Ten obiektyw był rewelacyjnym rozwiązaniem. Miał stały tubus i żadnych ruchomych elementów na zewnątrz. Wszystko działo się wewnątrz, dzięki czemu był dużo odporniejszy na uszkodzenia i zabrudzenia niż wysuwane teleskopowo obiektywy dzisiejszych zoomów. Ponadto, co w praktyce było dla mnie perfekcyjnym rozwiązaniem, można było aparat ująć mocno za obiektyw, a drugą dłonią za korpus i mieć dużo lepszą stabilność przy długich ogniskowych niż przy konstrukcjach z wysuwanymi/ruchomymi elementami obiektywu.

Matryca aparatu typu CCD o wielkości 1/2" składała się z 2.110.000 punktów i pozwalała zapisać obraz w maksymalnej rozdzielczości 1600x1200 punktów w formacie JPEG (.jpg), TIFF (.tif) oraz nagrywanie filmów w formacie QuickTime-Movie lub WAV. Szumy nie były nigdy problemem w tym aparacie. Dziś na takiej wielkości matrycach upycha się kilka razy więcej pikseli, więc mają ciasno i nie może dziwić, że jeden drugiemu przeszkadza. Oli miał również możliwość wykonywania zdjęć panoramicznych z odpowiednimi kartami pamięci. Do aparatu można było stosować karty SmartMedia (3,3 V) do 128 MB.


Oli dawał duże możliwości kontroli ekspozycji. Można było korzystać z trybu manualnego, automatycznego, automatyki przesłony, automatyki czasu naświetlania oraz 4 programów tematycznych (portret, sport, krajobraz, noc). Do wyboru były czasy w przedziale od 1/800 sec (1/10000 dla filmu video) do 1/2 s (16 s w trybie manualnym), wartości przysłony F2.8, F3.2, F3.5, F4.0, F4.5, F5.0, F5.6, F6.3, F7.0 i F8.0 oraz trzy tryby pomiaru światła: System ESP, pomiar centralnie ważony i pomiar punktowy. Możliwa była korekta ekspozycji w zakresie od -2EV do +2EV z krokiem równym 1/3EV. Bracketing ekspozycji 0.3, 0.6, 1.0 EV w 3 lub 5 krokach. Aparat umożliwał wykonywanie zdjęć i filmów w trybach: czarno-białym, sepia, a zdjęć także w trybach white board i black board.

Uzi wyposażony był w trzy wyświetlacze LCD: sterujacy na wierzchu obudowy, drugi na obudowie 1.8″ (114,000 pikseli) oraz w wizjerze 0.556″ będący imitacja lustrzanki.

Wyświetlacz na wierzchu obudowy prezentował podstawowe informacje o aktualnym stanie aparatu. Funkcjonalności wyświetlaczy w wizjerze i na obudowie (TFT) były identyczne, lecz wyświetlacz w wizjerze charakteryzował znacznie mniejszy pobór mocy niż duży wyświetlacz na tylnej ścianie korpusu (w wizjerze możliwa była ponadto funkcja korekcji dioptrycznej).

Oli miał autofokus pracujący w trybie pojedynczego pomiaru lub w trybie ciągłym, z uwzględnieniem całego kadru lub tylko punktu w centrum. Możliwy było również manualne ustawienie ostrości.


Uzi umożliwiał kontrolę balansu bieli oraz zmianę czułości na jedną z trzech do wyboru; 100, 200 i 400 ISO. Przy tej ostatniej, przy słabszym oświetleniu, szumy były już widoczne, ale do dzisiaj niewiele się w tej dziedzinie zmieniło.

Na duży plus można zaliczyć, iż choć aparat miał self-timer, to w zestawie dostawało się również pilota, który umożliwiał nie tylko zdalne wykonanie zdjęcia, ale i sterowanie przeglądaniem zdjęć po podłączeniu aparatu do monitora lub telewizora.

Jak więc widać było się czym bawić i szczerze mówiąc, jeśli ktoś nie zamierza robić odbitek lub wydruków w większych rozmiarach, ciężko do dzisiaj o coś znacząco lepszego.

Wszystkie fotografie Olympus z digitalkamera.de.


5 komentarzy:

  1. Nie sądziłem, że w 2011 roku ktokolwiek będzie jeszcze pamiętał o tym staruszku, a jednak !
    Potwierdzam wszystko co autor napisał powyżej, sam używam tegoż modelu od 2001 roku więc mija już 10 lat i wciąż jest w użyciu. Kiedy czytam o problemach osób, których lustrzanki zasysają brud przez obiektyw lub z osiadającym kurzem na matrycy, wtedy poklepuję radośnie mojego C-2100, którego taki problemy się nie imają...

    OdpowiedzUsuń
  2. Posiadam Olympusy z serii C 1000,1400,2500 jeszcze mi brakuje C-2100.Fakt że nabyłem je nie tak dawno ale emeryt ma teraz dużo czasu i sobie testuje takie sprzęty o których niektórzy mówią przeżytek.Mając spore wiadomości i tyle samo umiejętności bo fotografia to mój konik od ponad 40 lat i zawsze dążyłem do nowych lepszych aparatow ,oczywiście i dziś dobie cyfry też takie posiadam choć używam lustrzanek Nikona to mam kilka kompaktów Fuji i Sony i jedną Minoltę Z6.Teraz do rzeczy Opisany Olympus i te które posiadam to doskonały sprzęt i żaden z kompaktow obecnych na rynku nie dorasta im do pięt.Może pod wzgledem szybkości zapisu i rozdzielczości i w tym miejscu bym polemizował bo C-1400 w zapisie RAW daje doskonałe powiększenie bez szumu i bez straty ostrości odbitki formatu 13x18 cm przy zapisie JPG jest nieco gorzej ale da sie wytrzymać natomiast standartowe zdjęcia 10x15 cm są bez zarzutu.Co do oprogramowania jest lepiej niż dobre no i wyświetlacz roboczy który informuje nas o ustawieniu aparatu.To tyle o C-1400,tysiączka troche słabsza ale obiektyw super,natomiast C-2500 to juz naprawde dobry sprzet choc do demonów szybkości nie nalezy a można porównać osiągi do opisu jak wyżej z nieco większą rozdzielczością.
    Kto ma okazje nabyc taki sprzęt polecam bo to doskonały sprzet

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zgadzam iż Uzi był boski :) Ale swojego Panasa FZ200 bym za niego nie oddał :) A tak na poważnie - chętnie bym nabył dobry egzemplarz Uziego, ale nie czarujmy się - to nie analogowy sprzęt, który mógł chodzić wiecznie. Intensywnie użytkowany długo nie pociągnie. Twoje też już mają fochy z wyłącznikiem?

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Najpierw odpowiedzieć sobie na kilka pytań - Co chcesz fotografować, na jakim poziomie, gdzie i jak publikować. No i jakim budżetem dysponujesz :)

      Usuń

Zostaw ślad swego pobytu w postaci komentarza. Wszystkie czytam, a weryfikacja ma tylko służyć blokowaniu spamu. Jeśli nie masz konta w google ani na blogerze, a masz swoją stronę lub bloga, zamieść link do niej. Chętnie odwiedzę. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ PO ZATWIERDZENIU.